Bezpłatna gazeta kulturalo-informacyjna: Grodzisk Mazowiecki, Milanówek, Podkowa Leśna, Zabia Wola, Baranów, Jaktorów, Brwinów, Otrębusy

Witold Klaus - wywiad , Migranci i Uchodzcy

2011-09-14

Doktor nauk prawnych, kryminolog, adiunkt w Instytucie Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, Prezes Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, laureat Społecznego Nobla 2008, członek międzynarodowej organizacji Ashoka - Innovators for the Public, absolwent Szkoły Praw Człowieka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, autor wielu publikacji z zakresu praw człowieka, kryminologii, sprawiedliwości naprawczej i metodologii nauczania prawa.

zdjęcie główne

Polska polityka migracyjna powinna być przede wszystkim skuteczna. Rząd przyjął w lipcu br. dokument „Polityka Migracyjna Polski", który jest pierwszym tego typu oficjalnym dokumentem, określającym nasze oczekiwania wobec migrantów. Jednak niestety brakuje w nim szczegółów, operuje on przeważnie pojęciami bardzo ogólnymi i zdecydowanie wymaga doprecyzowania w wielu sferach. Przede wszystkim powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytania: czego chcemy od migrantów?, jakich i ilu migrantów chcemy mieć w Polsce? Dopiero wówczas będziemy wiedzieć, jaki kształt powinna mieć polska polityka migracyjna. Mam wrażenie, że obecnie brakuje założeń dotyczących naszego zapotrzebowania na imigrantów. Ponadto niestety nie wszystkie działania prowadzone obecnie przez agendy rządowe wychodzą naprzeciw tym założeniom przyjętym w Polityce Migracyjnej. Z jednej strony mamy oczywiście dopiero co uchwaloną i niezwykle ważną i długo oczekiwaną ustawę o abolicji (pozwala ona na uzyskanie legalizacji przez cudzoziemców, przebywających w Polsce nielegalnie), która jest wypełnieniem kierunków zapisanych w polityce migracyjnej.

Natomiast z drugiej strony, na działanie Europejskiego Funduszu na Rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich (EFI), czyli obecnie głównego instrumentu, z którego jest finansowana zdecydowana większość działań na rzecz innych migrantów niż uchodźcy, pozostawia wiele do życzenia. Mam na myśli tu dwie kwestie: pierwsza z nich dotyczy zawierania umów przez Władzę Wdrażającą Programy Europejskie, które uniemożliwiają współpracę z organizacjami o mniejszym potencjale, zwłaszcza organizacji migranckich, co było jednym z głównych założeń przyznawania środków z EFI. Jedną z takich przeszkód jest konieczność wniesienia 15% wkładu własnego, czyli pozyskania innych środków finansowych na realizację danego projektu. To ogromna bariera. Kolejną przeszkodą jest niewywiązywanie się z umów zawartych przez Władzę z organizacjami. Zgodnie z ich postanowieniami na realizację projektu otrzymuje się dwie transze zaliczkowe oraz trzecią refundacyjną, po jego zakończeniu. Tymczasem w praktyce rzekome „zaliczki" wypłacane są z takim opóźnieniem, że de facto są refundacją poniesionych już wydatków. Opóźnienia w przypadku wypłaty niektórych transz sięgają roku! To dla polskich organizacji jest niezwykle destrukcyjne.

Podsumowując, możemy zauważyć dwie sfery działań wobec migrantów, które zupełnie ze sobą nie współgrają. Z jednej strony mamy potrzebny dokument „Polityka Migracyjna Polski", słusznie określający najważniejsze wyzwania w zakresie migracji, a z drugiej mamy praktykę, która zupełnie odbiega od tych założeń.

2. Czy Polska polityka migracyjna powinna być w sposób szczególny nakierowana na obywateli wybranych państw? Czy powinniśmy ułatwiać imigrację z niektórych państw,
a może ograniczać imigrację z innych?

Myślę, że nie powinniśmy zastanawiać się nad tym, z jakich państw chcielibyśmy imigrantów,
a z których nie. To założenie jest błędne. Oczywiście migranci z państw z kręgu kulturowego, który jest nam bliższy, łatwiej się w naszym kraju integrują i wymagają mniej wsparcia integracyjnego. Powinniśmy sobie jednak przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie: jakich imigrantów byśmy chcieli, a nie z jakich państw powinni oni pochodzić. Jakich specjalistów oczekujemy? I od tego powinno się uzależnić politykę migracyjną, która będzie realizowana. Polityka wobec migrantów powinna również być zależna od tego, kto jest zainteresowany naszą ofertą. Polska nic nie robi, żeby przyciągnąć imigrantów. Wydaje się naszym władzom, że w miarę liberalne przepisy legalizacyjne będą wystarczającą zachętą, ale niestety nie są. Przyciągają one imigrantów sezonowych, którzy najczęściej podejmują pracę nielegalnie, ponieważ koszty pracy są tak wysokie, że pracownicy wolą pracować za wyższe stawki, ale nielegalnie i w efekcie przyjeżdżają pracować w szarej strefie. Natomiast imigranci wysoko wykwalifikowani omijają Polskę. Do tego dochodzi duży „odpływ" za granicę rodzimych specjalistów, co w sumie jest niekorzystnym zjawiskiem. Potrzebujemy imigrantów wykwalifikowanych, ale nie za bardzo wiemy w jakich branżach (bowiem takich badań w zasadzie się u nas nie prowadzi). Powinniśmy się zastanowić, po pierwsze jak ich przyciągnąć, a następnie, jak integrować, żeby chcieli u nas zostać.

3. Jak ocenia Pan znaczenie imigracji dla rozwoju gospodarczego Polski i przemian społecznych w naszym kraju w przyszłości? Kiedy imigracja ma lub może mieć takie znaczenie? Czy spodziewa się Pan, że to się może zmienić w niedalekiej przyszłości?

Trudno mi ocenić, jaki jest wpływ imigrantów na gospodarkę, ponieważ nie jestem ekonomistą. Nie widziałem także takich polskich badań, które by się na tym koncentrowały. Z badań zachodnich, które miałem okazję poznać, wynika, że imigranci przyczyniają się do wzrostu gospodarczego oraz wzrostu PKB. W Polsce widać to głównie po pracach sezonowych. Polscy pracownicy nie chcą pracować za tak niskie stawki, jakie oferują im plantatorzy, i gdyby nie napływ imigrantów, to okazałoby się, że nie ma komu zbierać np. truskawek. Potwierdzają to wyniki badań prowadzonych przez Instytut Spraw Publicznych, które pokazują, że w takich branżach jak sadownictwo imigranci są niezbędni i gdyby nie oni, to produkcja owoców byłaby nierentowna, ponieważ nie byłoby kogo zatrudnić do zbierania owoców. Imigranci zazwyczaj podejmują pracę w branżach, w których brakuje zainteresowania ze strony rodzimych pracowników. Drugim elementem, który się tu pojawia to problem demograficzny. Unia starzeje się, spada liczba urodzeń. Polska jest jednym z państw najbardziej zagrożonych tym zjawiskiem. I imigracja może też tu odegrać dużą rolę. W tym aspekcie potrzebna jest rozsądna polityka migracyjna, ale nie taka, która jest prowadzona w perspektywie najbliższego roku i braków na rynku pracy w danym momencie, ale polityka planowana na kolejne 10, 20 a nawet 50 lat.

4. Jaka rolę w pracy na rzecz imigrantów powinny odgrywać władze centralne, jaką samorządy, a jaką organizacje pozarządowe?

Na pewno władze centralne powinny kreować politykę migracyjną i ustalać, jakich migrantów potrzebujemy w Polsce oraz pracować nad ich integracją. Samorządy powinny zastanowić się, jak przełożyć te ogólne założenia na ich lokalne potrzeby, w szczególności, jak dobrze integrować przybyszy. Do tego kluczowe jest podejmowanie działań idących w kierunku promowania tolerancji i otwartości w społecznościach lokalnych. Władze centralne powinny również partycypować w finansowaniu działań integracyjnych, ponieważ samorządy nie będą w stanie same ich prowadzić, szczególnie poza dużymi, zamożnymi miastami, takimi jak Warszawa, która już teraz prowadzi programy na rzecz imigrantów. Uważam, że lepiej inwestować w integrację imigrantów na wczesnym etapie ich pobytu, niż potem „gasić pożary", które będą wynikiem braku integracji oraz konfliktów powstających na tle różnic międzykulturowych. W efekcie będzie to bowiem wymagać większych nakładów finansowych. Jeśli chodzi o organizacje pozarządowe, to powinny być one partnerem zarówno i władz centralnych i samorządowych. Organizacje społeczne lepiej trafiają do cudzoziemców, a obecnie mają większą i pochodzącą z praktyki wiedzę odnośnie integracji. Ponadto są bardziej efektywne, ponieważ mogą pozyskiwać także środki z innych, zewnętrznych źródeł. Dlatego też, najczęściej prowadzą one projekty lepiej niż urzędy. Jednym z ważnych elementów pracy organizacji pozarządowych jest umiejętność szybkiego przestawienia się, zmiany na inny typ klienta. Ponieważ imigracja jest zjawiskiem dynamicznym, to organizacje starają się jak najszybciej przystosować swoje programy do obecnie przebywających migrantów w Polsce. Władze centralne powinny też brać pod uwagę głos organizacji zajmujących się migrantami, ponieważ to one mają największą wiedzę o praktyce integracji, o imigrantach przebywających w naszym kraju oraz problemach, z jakimi się oni borykają. Władze centralne najczęściej nie mają takiej wiedzy. Badań, z których mogliby korzystać jest mało, więc głos organizacji powinien być bardzo cenny. Wszelkie działania planowane i podejmowane przez władze centralne w zakresie polityki migracyjnej powinny być konsultowane z samorządami oraz organizacjami pozarządowymi. Niestety nie miało to miejsca na etapie przygotowywania „Polityki Migracyjnej Polski", który powstał w zaciszu gabinetów i został skonsultowany dopiero na końcowym etapie prac, gdy cały dokument był już gotowy.

5. Czy mógłby Pan podać przykłady gotowych modeli polityk integracyjnych, czy dobrych praktyk z krajów starej Unii Europejskiej, które moglibyśmy zastosować w naszym kraju?

Każde państwo UE wypracowało pewne dobre praktyki, którymi można się zainspirować, jednak one sprawdzają się w tym konkretnym państwie i niekoniecznie łatwo dają się implementować w innych krajach. To co w Polsce obecnie widać, to taki pęd za wdrażaniem rzeczy, które ktoś zobaczył w innym państwie europejskim i chciałby to wprowadzić w Polsce. Niestety zazwyczaj kończy się to fiaskiem. Oczywiście powinniśmy inspirować się tym, co dzieje się w innych państwach Unii, bowiem ten dorobek jest duży i pozwala na uczenie się na cudzych błędach. Natomiast powinniśmy brać pod uwagę, że tam jest inny system prawny, inny system organizacyjny, jeśli chodzi o działania administracji, inna kultura prawna, inne społeczeństwo. Dlatego też najczęściej nie da się wprost „przeszczepić" konkretnych rozwiązań. Ostatnio bardzo modny i popularyzowany przez Komisję Europejską tzw. One-Stop-Shop, czyli jedno miejsce, którym imigranci załatwiają wszystkie swoje sprawy. To jest przykład portugalski, który świetnie sprawdza się w Portugalii. W Polsce też wiele osób zachwyciło się tym modelem. Moim zdaniem jest on jednak niemożliwy do wdrożenia w naszym kraju, biorąc pod uwagę działanie instytucji publicznych. Skuteczne zebranie przedstawicieli wszystkich instytucji w jednym miejscu wydaje mi się dziś niemożliwe z uwagi na ogromne rozproszenie kompetencji i brak umiejętności współpracy pomiędzy różnymi instytucjami. Może się zdarzyć tak, że powstanie taki punkt, w którym będą ci przedstawiciele, ale nie będą oni kompletnie władni do załatwienia jakiejkolwiek sprawy. Warszawa chciałaby zaimplementować takie rozwiązanie, tylko należy zwrócić uwagę, że w Lizbonie cudzoziemiec w tym jednym miejscu załatwia wszystkie swoje sprawy. Natomiast w Warszawie, przy obecnym podziale administracyjnym stolicy, gdzie mamy 18 urzędów dzielnic, 18 ośrodków pomocy społecznej, 2 urzędy pracy trudno sobie wyobrazić, że przedstawiciel każdego z tych urzędów będzie „dyżurował" w one-stop-shopie. A z powodu regionalizacji urzędnik z Woli nie może załatwić sprawy mieszkańca Bemowa. Być może te problemy wydają się trywialne, ale jak mówi przysłowie „diabeł tkwi w szczegółach". To one potem są kluczowe dla skutecznego funkcjonowania danej instytucji.
Warto zwrócić również uwagę na to, że w Polsce mamy już wiele dobrych doświadczeń z integracji imigrantów bądź integracji innych grup wykluczonych, z których warto korzystać. Szczególnie warty polecenia jest model mentora dla migrantów, który został opracowany przez Fundację Ocalenie i wspaniale sprawdził się w praktyce. Niestety nie został zaimplementowany nigdzie dalej.
Ponadto, jeśli już chcemy wprowadzić jakiś nowy model, proponuję nie implementować go od razu w całym kraju, ale spróbować sprawdzić go na próbę, na określonym terenie. Jest to o wiele tańsze. Warto myśleć o takich modelach w kontekście pilotażowym, dzięki temu łatwiej coś poprawić, zmienić w taki sposób, żeby było to działanie najbardziej efektywne.